/0721.djvu

			& 174 (275) 
JJtpj^ątgRjBiaJ® stania 1906 m, 
mam. 
61) k''P 
Warunki prenumeraty: 
w blinie: rocznie 6 rb., półrocznie 3 rb., 
i miesiące I ib. 50 kop., na 1 miesiąc 
Za odnoszenie do domu doplaoa 
,„ J3*kop. miesięcznie. 
z przesyłką pocztów?: rocznie 8 rb., pól- 
.,,0 4 rb na 3 miesiące 2 rb., na 1 
'^iuc 75 kop. 
?'a6ranicą: i ocznie 14 rb., półrocznie 7 
'l:a 3 miesiące * rb., na 1 miesiąc £ rb. 
Zmiana adresu pocztowego 20 kop. 
pojedynczy numer 5 kop. 
HEKOPISY I LISTY POWINNY BYĆ CZYTELNIE 
«^ PISANE. —■——■ 
M=tów niefrankowanych lub niedostateczni* 
oulaeouyeh .Kurfer' nie przyjmuje. 
Wychodzi codziennie rano, oprócz dni póświ^tecżnycli^ 
WYDAWNICTWA ROK DRUGI. 
Ceny ogłoszeń: 
^ •Nadesłane za jeden wiersz gar mon towy 
Wtt(ikś.eiej.vlubijegp miejsce I rb. 
:, Oftłoszenla na 1-ej etronloy za jeden wiersz 
' garmontu lub jego miejsce 50 kop. 
Reklamy za jeden wiersz garmontu lub 
'■ Jegosmlejsce 80'kop. '■• 
Nekrologi za jeden wiersz petitu lub je- 
j..gOj miejsce przed tekstem 50 kop., po  
tekście 30 kop. 
Oflłoszenla zwyczajne za jeden wiersz  
petitu lub jego miejsce 15 kop. 
! .Wale ogłoazenla za Jeden wyraz petitem 
,3.kop. 
Za dołączenie prospektów do „Kurjera" 
i 5 rb. od tysiąon, oprócz opłaty pocztowej. 
Ogłoszenia „Kurier" drukuje tylko 
w języku polekln. 
Ogltszenla przyjmują ala tylko do godz. 4-e)pp 
Redakcja i administracja: Plac Katedralny ffc 4. Adres telegraficzny: Wilno—Kurjer. 
Telefon Sk 129. — Skrzynka poostawa JUk 122. 
Kantor miejski dla prenumeraty i ogłoszeń: ulica Zamkowa fi 7, 
Rękopisy 
listy w sprawach redakcyjnych prosimy adresować: Do redakcji „Kurjera Litewskiego" w Wilnie:, — Ogłoszenia, oferty i listy w sprawach prenumeraty prosimy adresować: 
Do administracji „Kurjera Litewskiego" w Wilnie. — Rękopisów TeliaŁćja^ !,;,-, ..'•'.' 
^reTTen7,ał!li»k,u8tt**a"i* łl»a„£ńJ.ertLw1S.fBt0.l2r.Z.??imi!ią * ,*Jlnl? wszystkie księgarnie^ w Mińsku księgarnia W. Makowskiego, w Kownie księgarnia J. H. Ossowskiego i Józefa Zawadzkiego (wtóć: K. ButsM), w Bródnie księgarnia ICozlow- 
" '■ Ponlewleżu księgarnia S. Szocheta; w Szawlach księgarnia K. Sawicza, 
P. Zienkiewiczowa, w Suwałkach w księgarni S. Lewinówskiego, 
hinrn mrłna^.ń i M.t»i j. ru «. uuB.« iu. .luiiuu.u «gi .moja •) oroŁouiuBita — /o,w Petersburgu „Księgarnia i Polska" ul. JekaterynińBka J*6 2, w Moakwle 
biuro ogłoszeń U Metzl & Co., w Paryżu biuro ogłoszeń Raczkowskiego Citś de Trevls. N U. Oprócz tego prenumeratę przyjmują wszystkie księgarnie, kioBki, biura dzienników, oraz zagraniczne .urzędy pooztowe. 
Sala koncertowa ogrodu Botanicz. *■ sSW 
3 Telefon 364, 
Dzisiaj występ gościnny HI. A. Leńskiej (autentycznej). Bronowski, Gerda, Zazitta i in. 
W ogrodzie codziennie zabawa według programu urozmaiconego, Początek muzyki w ogrodzie o 
godz. fi-ej wiecz., w Sali koncertowej—o godz. 10-ej wiecz. Szczegóły — w afiszach i programach. 
IWILEISKIE BIURO TECHNICZNE I 
Właściciele Inżynierowie K. Huszcza i W. Malinowski, ulica Św.-Jerska Ji 5. 1 
Instalacje elektryczne, centralne ogrzewanie i wentylacja, wodociągi i kanalizacja. Dostawa R 
wszelkich maszyn do fabryk. Skład pomp, maszyn parowych, motorów i wszelkich artykułów _ 
technicznych, wodociągowych i elektrotechnicznych. ■ 
■a^HKaeBHHa—■■B—H_______________________. 
Teatr letni w ogrodzie Botanicznym 
Trupa małorosyjska 0. Z. Susłowa. 
W piątek 4-go sierpnia występ pożegnalny primadonny teatrów rządowych warszawskich Wiktorii 
Kaweckiej i barytona teatrów rządowych warszawskich p. Redo. 1) „Druciarz" operetka w 
1-ym ukcie. 2) ..Diwertissement" z udziałem p. p. Kaweckiej i Redo. 3) „Zaporożec za 
Dunajem" opera w 3-ch aktach, muz. Hulak-Artemjewa. 
Główny rządca i reżyser O. Z. Susłow. 
Teatr* Letni 
OGROBZIE POBEBNARDYHSKIM 
DZIŚ 
Teatr Letni. 
w piątek 4-go sierpnia 
Przedstawienie Trupy polskiej z Kalisza 
komedja w 5-ciu aktach Michała Bałuckiego. 
„cl; 
Bilety nabywać można w kasie teatru letniego. 
Gimnazjum filologiczne polskie 
Tadeusza Sierzputowskiego 
w -WARSZAWIE, 
(przy udziale najwybitniejszych sił pedagogicznych) rozpocznie zajęcia dnia 7 września.  
Egzaminy zaczynają się dnia 27 sierpnia. Zapisy kandydatów przyjmuje codziennie kancelarja przy ul. 
Zórawiuj 49, od 5—7 po poł. Przy gimnazjum otwarta będzie klasa wstępna i  
przedwstępna (elementarna). Wpisy niskie: od rb. 30 półrocznie w klasie przedwstępnej. Program 
szkoły można nabywać u woźnego za kop. 10 (można przysyłać markami pocztowemi). 
296a—7 
Potrzebne mieszkanie 
od 15-go sierpnia 
6-7 POKOI 
nie w centrach handlowych miasta. 
Adresować: skrzynka pocztowa N» 7. 
-i 
Hi POLSKO-LITEWSKIE. 
VIII. Nowe uwagi. 
W tak żywotnej dla nas sprawie 
stosunków polsko-litewskich, którym 
„Kurjer Litewski" poświęcił szereg 
artykułów, wyświetlających z różnych 
punktów widzenia ten  
skomplikowany zatarg narodowościowy — zabiera 
znowu głos p. Sierpień, wileński  
korespondent warszawskiego „Słowa". 
Zważywszy, że artykuł jego przynosi 
do dyskusji pewne czynniki nowe, 
jak również mając na względzie  
rzeczowość i bezstronność autora,  
dołączamy pogląd jego do szeregu zdań, 
które na lamach pisma naszego  
wymienione zostały dotychczas w tej 
ważnej kwestji. 
W ostatnich czasach polsko-litewskie 
stosunki na Litwie zaczynają wchodzić 
w okres spokojniejszej oceny  
wzajemnemu położenia. 
To z jednej strony, to z drugiej  
odzywają się glosy za pojednawczem  
ustanowieniem modus vivendi. Geograficzne 
rozszerzenie żywiołu litewskiego na  
Litwie historycznej, w granicach Cesarstwa 
ogranicza się. obecnie do gub.  
kowieńskiej, gdzie ludność jednolita, i do  
niektórych części powiatów gub. wileńskiej 
gdzie ludność pomieszana w ten spo- 
*"'>* iż jedne wsie mówią po litewsku, 
drugie po białorusku lub po polsku, a są 
' takie miejscowości, gdzie po litewsku 
mówią ludzie bardzo starzy, a młodsze 
pokolenie w rozmowie używa nieraz  
całych okresów białoruskich, przetykając 
gdzieniegdzie wyrazami litewskiemi. 
[ mowę można słyszeć w Dziewie- 
Tak; 
liszkach pow. oszmiańskiego. 
Nacjonaliści litewscy, których  
wypadłoby nazywać młodolitwinami, dla  
odróżnienia od starolitwinów, trzymających 
*ie. kultury polskiej, z bólem widzą, że 
jeżeli nie przedilęwezmą jakich  
nadzwyczajnych środków, litewszczyzna w  
granicach gubernji wileńskiej: wygasnąć 
"loże zupełnie, parta przez szkołę rosyj-*- 
Ml{i\, tępiona przez służbę wojskową i 
pochłaniana przez Kościół polski. 
Na szlachtę w tej sprawie nic  
rachować, nie można, bo ta spolonizowana  
całkiem, może dać tylko sympatję, ale  
pomocy czynnej nie da, gdyż sama walczy 
ostatkiem sił przeciw zamachom rusy- 
fikaeyjnym biurokracji:' liećz i sym-^ 
patje pierzchną, jeżeli narodowcy zażą- 
W Kantorze „Kurjera Litewskiego" 
ul. Wielka M 7 
' oraz 
W Kiosku „Kurjera Litewskiego" 
w Druskienikach. 
Wielki wybór estetycznych i niedrogich 
POCZTÓWEK. 
dają od szlachty i wogóle od inteligencji 
jakichkolwiek poświęceń, tyczących się 
kultury polskiej. 
A właśnie zażądano od nich takiej 
ofiary, mianowicie — wygnania z  
Kościoła języka pelskiego. Młodolitwini  
upatrują w Kościele najniebezpieczniejsze 
narzędzie polonizacji. 
Kiedy się przemieszały w Kościele  
litewskie z polskiemi śpiewy, kazania i 
dodatkowe nabożeństwa, trudno dziś o- 
kreślić. W .kowieńskiej gub., czyli na 
tak zwanej Żmudzi, język żmudzki  
(odmiana litewskiego) panuje niepodzielnie; 
jedyne ustępstwo na rzecz polszczyzny 
— odczytywanie przed kazaniem ewan- 
gelji po polsku. 
W wileńskiej gub. rozmaicie bywa: 
albo całkiem po polsku wszystko, tam, 
gdzie Litwinów prawie nie ma, albo,  
jeżeli Litwinów sporo, niektóre rzeczy po 
polsku, niektóre po litewsku, częstokroć 
po kolei — w jedną niedzielę kazanie 
polskie, w drugą litewskie. 
Taki stan rzeczy trwał w zupełnej 
harmonji obu stron aż do niedawnych 
czasów. Po powstaniu 1863 r. jeszcze 
długo żyliśmy w zgodzie. Około ośmego 
dziesięciolecia przeszłego wieku zaczęło 
sie odczuwać działanie propagandy  
litewskiej, idącej z zagranicy; jednocześnie 
zaszły okoliczności w stosunkach  
społecznych, mocno posiłkujące agitację  
litewską. 
Wskutek osłabienia wierzeń  
religijnych w klasach inteligentnych, do seini- 
narjów duchownych prawie zupełnie  
przestali wchodzić synowie szlachty i wogóle 
klasa inteligentna, stanowiąca żywioł 
polski. 
Na miejsce ich rzucił się do ołtarza 
wyzwolony stan włościański, przede- 
wszystkiem z litewskich wsi, gdzie  
godność kapłana uważa się za największy 
zaszczyt ziemski. 
Chata chłopa, która dała ołtarzowi 
sługę, jest w oczach całej okolicy  
otoczona aureolą świętości i chwały. Ci 
młodzieńcy z pod chłopskiej strzechy 
nie mieli sposobności nauczyć się po 
polsku, ani w domu, ani w gimnazjach, 
gdzie polski język uważany był za  
rodzaj kryminału, karanego wypędzeniem 
z zakładu. Tem mniej , mogli. nauczyć 
się historji Polski i Litwy i poznać;  
świetne karty ich połączenia;, wtłoczono;im 
do! mózgu kilka oszczerstw Iłowajskiego 
na Polskę, i na tem ogranicza sięicąłą 
ich .wiedza dziejów, ojczystych.. Spotkać 
można bardzo wysoko wykształconych 
pod innemi względami litwinów, którzy 
nie znają ani literatury, ani dziejów  
polskich, a zatem i dziejów litewskich. 
Wykształcili się na Puszkinie i  
podręcznikach historycznych, fabrykowanych 
na rozkaz biurokracji szkolnej. 
Z tego źródła wypływa ich  
światopogląd, stąd oni dowiedzieli się, że polacy 
ciemiężyli obcoplemieńców i uczynili z 
nich poddanych chłopów — „bydło." 
Dziwna rzecz! w tych samych  
podręcznikach Iłowajskij opowiada, że Litwa, to 
odwiecznie ruski i prawosławny kraj — 
temu młodzież litewska nie wierzy, a co 
się bluzga na Polaków — temu chce 
wierzyć. 
Tak niedostatecznie przygotowani do 
kapłańskiej działalności w kraju o  
mieszanej narodowościowo ludności, ci  
młodzi księża, już w seminarjach pałający 
niechęcią do imienia polskiego, po  
wstąpieniu w życie spotykają się z masą  
zagranicznej literatury patrjotycznej, gdzie 
w dziwny sposób wszystkie, nawet przez 
rząd rosyjski wprowadzone uciskijęzyka 
i obyczaju, zwalają się na polaków. 
Mówi się tam ciągle o ucisku  
polskim, o polonizacji przymusowej, o  
wydzieraniu mowy ojczystej, nie  
przytaczając choćby jednego faktu z historji 
dawnej, lub dni ostatnich,  
stwierdzającego te zarzuty. 
Młodzi kapłani do tych insynnacji  
łączyli niechęć tradycyjną chłopa wzgli<-» 
dem pana, bo w danym wypadku litwin 
był chłopem a pan (najczęściej ten sam 
rodowity litwin, ale mówiący po polsku) 
figurował jako polak., 
Połączyły się-tu narodowościowe i  
stanowe zawiści i pod temi hasłami  
zagrzmiało z ambon wezwanie do wojny  
domowej. Dano hasło za jakąbądź cenę 
wygnać z Kościoła język polski, aby  
litwin, słuchając polskich śpiewów i  
kazania, nie zatracał w sobie poczucia  
odrębności litewskiej. 
Tu kapłani litewscy zaczęli popełniać 
te same czyny, o które niesłusznie  
oskarżali polaków. Zamiast ograniczać się 
rozwijaniem w ludzie litewskim  
samopoczucia narodowego; szerzyć między  
analfabetami oświatę w duchu patrjotycznym 
zwrócili cały impet dobrych chęci na  
fałszywe tory — na tępienie polszczyzny. 
Znieśli śpiewy polskie i kazania,  
pozbawiając nieprawnie swych po polsku  
mówiących parafjan, tych praw, których 
oni od wieków zażywali; nie  
przyjmowali do spowiedzi odbywanej po polsku; 
nie chcieli iść za konduktem  
pogrzebowym, jeżeli śpiewano po polsku,  
odmawiano chrztu, jeżeli kumowie nie mogli 
zmówić pacierza litewskiego. 
Posypały się z ambon wymyślania i 
groźby kar wiekuistych na modlących 
się w kościele po polsku. Skutki  
takiego postępowania nie kazały na siebie 
długo czekać. Parafjanie staro- i młodo 
litwini zaczęli się przemagać w kościele 
zagłuszając siebie wzajemnie przy supli- 
kacjach i innych śpiewach. Ci drą się 
po litewsku, tamci po polsku; rozpoczęły 
się kłótnie, niemal bójki, tuż w kościele 
lub na dziedzińcu kościelnym, nienawiść 
i zgorszenie rozlały się z kościołów do 
cichych dotąd siół i zaścianków. 
P. Wuk opowiada w „Słowie" o  
rozmowie, jaką miał w pałacu Taurydzkim 
z posłem, księdzem litewskim. Zacny i 
pokojowo nastrojony, bezwiednie (jak 
wszyscy nacjonaliści litewscy) popełnił 
błąd zasadniczy, przypisując starolitwi- 
nom szowinizm, cechujący właśnie mło- 
dolitwinów. Cytując krzywdy,  
doznawane przez ludność litewską od Polaków 
(czyli ściśle mówiąc od starolitwinów) 
ksiądz wspomina, że gdy w Płungianach 
litwini „zaczęli" śpiewać w kościele po 
litewsku, polacy (czyli starolitwini)  
powstali przeciw temu. Zróbmy  
porównawczą uwagę. Litwini „zaczęli", to znaczy, 
że przedtem tego nie robili. Gdyby tak 
zwani polacy „zaczęli" śpiewać po  
polsku tam, gdzie śpiewano dotąd po  
litewsku, słusznie możnaby ich nazwać 
szowinistami, gwałcącymi cudzy stan 
posiadania, lecz gdy litwini „zaczynają" 
śpiewać po litewsku tam, gdzie  
śpiewano dotąd po polsku, jak to nazwać?  
Chyba oni naruszają cudzy stan posiadania 
i chyba oni mianują się szowinistami.' 
Zacny kapłan nie postrzega, że on stoi 
(jak wszyscy młodolitwini) na  
doktrynie niczem nieusprawiedliwionego  
egoizmu, zawartej w tym dogmacie: czego 
domagają się nacjonaliści litewscy, to 
jest słuszne i powinno być spełnione, a 
kto nie wykonywa ich dezyderatów — 
ten ciemięzca i wszetecznik.  
Przypomina to czerwony odłam Kadetów z b.  
Dumy: oddać cudzą ziemię chłopom, ponie- 
waś chłopi tego chcą. Kierowani tą zasadą— ■ 
woli ludu. — litwini wileńscy', stojący | 
tu u steru spraw narodowyuh, składają- ! 
cy grono najwyżeji 10-qiu egzaltowanych ' 
patriotów, zażądali w imieniu 'całej wi- ■ j 
leńskiej litewskiej ludności,"1^ "iriiezem' :' 
zgoła nie wiedzącej i liczącej nie więcej 
nad dwa tysiące głów, aby oddano im 
wszystkie kościoły wileńskie. Zwyczajem 
w tern kółku przyjętym, czynią wielki 
rumor, grożąc aż dwoma strzałami na 
cięciwie: Petersburgiem i Rzymem. W 
Petersburgu wystawiają, jako wielką 
swą zasługę, zerwanie z polszczyzną,  
dające tytuł do sowitej nagrody, w  
Rzymie — prawomyślność katolicką,  
będącą w przeciwieństwie z polskiem man- 
kietnictwem. 
Aby ocenić należycie to żądanie,  
trzeba przypomnieć, że kultura polska,  
wkraczając do Litwy przy Władysławie  
Jagielle, nic litewskiego nie wyrugowała, 
bo znalazła tu wszystko zrusiałe: dwór 
i kancelarje używały języka  
białoruskiego, obok paru gońtyn pogańskich, 
było 30 cerkwi ruskich. Nikt jeszcze 
nie rozwiązał tej dziwnej zagadki, jak 
mogło się stać, że za Gedymina Wilno i 
Litwa etnograficzna były czysto  
litewskie a za syna jego Olgierda, Wilno  
zupełnie, a ziemia litewska w znacznej 
części zbiałorusiały. Ta okoliczność  
służy zaborczym historykom rosyjskim za 
podstawę do tytułowania Litwy „iskoni 
russkaja ziemia". Do epoki Giedymi- 
nowskiej rosyjscy historycy nie lubią 
sięgać, bo ten wyraz „iskoni" odrazu 
bankrutuje. Kościoły zatem wileńskie 
powstały nie z zaboru litewskich  
świątyń i rywalizowały nie z niemi, lecz z 
cerkwiami wschodniemi, i język polski 
walczył i wyparł nie język litewski, lecz 
białoruski. Pod wyrazem '■.. ^walczył" i 
„wyparł" rozumiemy nie dzisiejszą  
przemoc administracyjną, okładającą „sztra- 
fami" za szyld polski, lecz urok  
wyższości umysłowej, wywierany na  
społeczeństwo. Polska tak dalece szanowała 
to, co znalazła na Litwie, że statut  
litewski spisano po białorusku, chociaż w 
tej epoce cała inteligencja mówiła  
dobrowolnie po polsku, a dla zachowania 
języka litewskiego polscy misjonarze 
stworzyli specjalny alfabet łacino-litew- 
ski i dali pierwszy początek  
piśmiennictwu litewskiemu. 
P. Dowojno-Sylwestrowicz na  
szpaltach „Kurjera Litewskiego" dowodzi 
niemożliwej hypotezy. że litwin  
wynarodowiony przez polaka, zaczął mówić po 
białorusku. Odpowiedzieć na to łatwo: 
za Olgierda jeszcze unji z Polską nie 
było, a białoruski żywioł zalał już Litwę 
po brzegi. Można wprost odwrotne  
wnioski wyciągnąć: dzięki unji przecięte  
zostało dalsze ryczałtowe pochłanianie  
Litwy przez Białoruś. Kościoły polskie 
stawiane były nie za litewskie  
pieniądze i polonizowały one nie litwinów, ale 
tych, którzy odpadli już od narodowości 
litewskiej i zaciągnięci zostali w świat 
ruski. Litwa podbiła taką masę ziem 
ruskich, kulturalnie wyższych od siebie, 
że sama zrusiała i szła wprost na  
doszczętne roztopienie się w żywiole  
białoruskim. Z drugiej strony polityczny 
byt jej wisiał na włosku, zagrożony  
będąc przez zakon krzyżacki, który miał 
wykreścić imię Litwy z geografji  
europejskiej. Przez unję z Polską zakon  
został pobity, sparaliżowaną została  
przewaga Rusi na Litwie i ocalony został w 
ludzie język i obyczaj litewski, które 
pod osłoną Polski nie uległy zatraceniu 
w morzach germanizmu lub Rusi i  
mogą teraz rozrastać się w piękne drzewo 
narodowe. 
Oskarżenie polaków o ucisk Litwy i 
wynarodowienie jej, staje się wprost 
niezrozumiałem, jeżeli zważymy, że  
Litwa aż do zaboru rosyjskiego stanowiła 
odrębne państwo z całym aparatem  
administracyjnym i wojskowym i rządziła 
się sama, jako państwo niezależne,  
posiadające swego księcia, swój senat, 
swój sejm, swe wojsko narodowe. Raz 
jedyny stronnictwo dworskie chciało  
narzucić na biskupa wileńskiego prałata z 
Polski, lecz kapituła wileńska  
zaprotestowała natychmiast i kandydatura  
obcego prałata upadła. 
Klasy wyższe z wolnej woli  
wynarodowiły sięizruszczały, potem, znajdując 
wyższą kulturę w Polsce, spolonizowały 
się — jaka nato rada? Jeżeli nie spot 
kają wyższych form kultiury, pozostaną 
czem są, nie zważając na nakaż patrjo- 
tóWj wymagających natychmiastowego 
zlitwinizowania się. Polacy i litwini  
pomieszali się między sobą tak  
gruntownie związkami krwi, że dzisiaj  
naprawdę trudno dociec, u kogo więcej krwi 
polskiej lub litewskiej. Z nazw rodowych 
inteligencji.zamieśżkującej Litwę", domy-1 
ślić się można, że jest to stara szlachta 
litewska,1 mająca wszelkie prawo nazy-^ 
wać się litwińami, b co litwińi,; z ludu : 
wychodzący, nie mają powodu gniewać11 
się:' *"/:" :;'•'■•" ''-''V"",' 
Rodowity litwin, mówiący' po polsku, 
jest taki'sam obywatel kraju, 'jak^i !li-; 
twińj;mówiący;',:po'; litewśktry'. Mogą!';w 
żgódżie; żyć, ■ śt'ario\fic' :.jeono! pańs't1wó: 
Szwajcarskie, 'francu'zij ' ńiemcy" f.włósi;' 
dlaczegóż me mogą żyć z sobą jedno- 
plemieńcy litwini, mówiący dwoma  
językami? Wymagać, aby momentalnie 
szlachtą ziemiańska i inteligencja miast 
przestały mówić po polsku, a zaczęły 
mpwić: po litewsku, jest chorobliwem 
majaczeniem młodego społeczeństwa, nie 
wierzącego,' że ewolucje naroabwościowe 
odbywają si^ nie skokami, ale żółwim 
krokiem. 
Żądać oddania kościołów wileńskich, 
w równej mierze niepraktycznie i wprost 
niemożliwie; trzeba sią porozumieć w 
sprawie nabożeństwa „dodatkowego". 
Co się tyczy kościołów wiejskich z 
językami mięszanemi, należałoby  
zostawić tam taki status quo, jaki trwał 
przed rozpoczęciem kłótni domowej. 
Dzisiaj ksiądz, mówiący po litewsku, 
samowolnie zaczyna w danym kościele 
burzyć polszczyznę, a wprowadzać li- 
tewszczyznę, a jutro przyj edzie proboszcz, 
mówiący po polsku i zacznie tak samo 
samowolnie wypędzać litewszczyznę. Do 
czego to doprowadzi? Zdajmy lepiej 
sprawę tę na swobodne oddziaływanie 
szkoły i stopniowy rozwój kultury.  
Każdy mieszkaniec Litwy, mówiący po  
polsku, chętnie pomoże rozwijać się li- 
tewszczyźnie we wszelkich kierunkach, 
byleby bez gwałtu. Jeżeli mamy  
nadzieję zdobyć kiedyś autonomję Litwy, 
to tylko przy warunku  
równouprawnienia wszystkich trzech żywiołów  
miejscowych w szkole, w administracji i 
sądzie. 
Cała młodzież będzie musiała  
obowiązkowo uczyć się języków:  
litewskiego, polskiego i białoruskiego. 
Dzięki Bogu, w prasie miejscowej  
zaczynają podnosić -głos uczciwi ludzie ż 
obu obozów. P. Dowojno-Sylwestrowicz 
i „Starolitwin" na stronicach „Kur.  
Litewskiego" przystąpili do spokojnej  
wymiany zdań. Odpowiadając Starolitwi- 
nowi, przemawiającemu w imieniu  
polskiej części społeczeństwa, p. D.-Sylwe- 
strowicz nie łaje od „ciemiężców",.; i 
„wszeteczników", ale mówi ze smutkiem 
człowieka, pragnącego szczęścia dla  
ojczyzny i spotykającego na tej drodze 
przeszkody. Pierwsza przeszkoda:  
szlachta miejscowa uważa się za polaków, 
a nie za litwinów, wskutek czego lud 
litewski nie może jej uważać za swoją. 
„Lud zacznie kochać szlachtę, kiedy  
będzie ona popierała szkolnictwo i  
literaturę litewską, dopomagała mu w biedzie 
i niedoli"... De znamy nasze społeczeńr 
stwo, nikt przeciw dezyderatom p. SyL 
westrowicza słowa przeciwnego podnieść 
nie myśli. Jak zaś rozwiązać kwestję— • 
kto u nas ma prawo uważać się za  
polaka? Chyba bardzo nieliczna garść od 
wieków osiedlonych tu polskich  
przybyszów, którzy wskutek długiego współ- 
pracownictwa na wszelakich polach  
społecznych najzupełniej stali się  
równoprawnymi obywatelami Litwy. Ogół  
inteligencji, związany krwią i duchem z 
Polską, jak ma się nazywać? W  
Warszawie np. lub w innej dzielnicy Polski 
taki spolonizowany ńadniemeński lub 
nadwiślański mieszkaniec nazywa /Siebie 
Litwinem dla oznaczenia geograficznego 
miejsca zamieszkania, to samo miano 
dają sobie ci polscy Litwini w  
stosunkach domowych między sobą. Przed 
rosjaninem zaś lub cudzoziemcem  
nazywają siebie polakami dla oznaczenia 
kultury, do której należą. 
Drugą przeszkodą do zgody między 
szlachtą a ludem, zdaniem p. Sylwestro- 
wicza, jest kwestja ekonomiczna. O tej 
niema co mówić przy rozważaniu  
kwestji narodowościowych. Jest to sprawa 
powszechna dla całego imperjum i  
rozwiązanie swe znajdzie na właściwej 
drodze. 
Przy każdym naszym domowym  
sporze przedewszystkiem pamiętajmy o  
planie Światopełk-Mirskiego, naszego  
„życzliwego" przyjaciela. Komunikował on 
w swym czasie do sfer odnośnych, że 
prześladowanie Kościoła katolickiego  
łączy w jeden potężny blok trzy żywioły: 
polsko-litewsko-białoruski. Gdy się  
przerwie prześladowanie katolicyzmu, nić,  
łącząca te trzy grupy, sama przez się  
zniknie. Dla zupełnego zaś osłabienia tych 
żywiołów (w celu łatwiejszego ich  
pochłonięcia) należy pokłócić polaków z 
litwińami, ku czemu najlepiej posłuży 
naznaczanie księży litwinów do parafji 
o polskiej lub mieszanej ludności.  
Wygląda, jak gdyby program Mirskiego ktoś 
punktualnie zaczął wykonywać. 
Sierpień. 
Wilno. 
& Rząd obecny, mimo wszelkie przeszkody, 
rozwija ożywioną działalność. 
. Rada ministrów, zamierzając porobić pewne 
ustępstwa na rzecz żydów, ma zamiar wziąć pod 
obrady* równieźr kwestję polską. Prace 'Sadybę-, 
dą miały charakter przygotowawczy, ponieważ 
zasadnicze rozwiązanie kwestji narodowościowych
		

/0722.djvu

			i „inorodców" zdecydowano całkowicie przekazać 
przyszłej Izbie. 
Co zaś do tweatji żydowskiej, to departament 
spraw ogólnych złożył już Radzie wnioski, opar- 
le na referatach wyższych lokalnych władz  
administracyjnych. 
Ministerjum sprawiedliwości doprowadza do 
końca olbrzymią pracę, dotyczącą wprowadzenia 
instytucji sądów przysięgłych w tych  
miejscowościach Kcisji, w których dotychczas  
funkcjonuje li tylko sąd koronny. 
Ministerjum oświaty stara się o wyjednanie 
dodatkowego kredytu na otwarcie nowych szkól 
elementarnych. 
Tak więc widać cały szereg usiłowań i prób 
zrobienia czegoś... ale gdy się jest rządem  
zupełnie oderwanym od społeczeństwa i  
społeczeństwu temu poniekąd narzuconym... zrobić można 
przy najlepszych chęciach nawet niewiele. 
Kombinacje Stolypina. 
Opierając się na listach październi- 
kowców, ogłoszonych w gazecie „No- 
woje Wremja" i oświadczeniach Stoły- 
pina, zakomunikowanych redakcji  
gazety „Correspondance politiąue", „Temps" 
w numerze poniedziałkowym daje krótki 
rys historyczny kryzysu rosyjskiego, 
rozpoczętego przez rozwiązanie Dumy 
Państwowej. 
„Zdawało się — pisze dziennik  
paryski — że krok ten, tak ważny, mógł 
po części być załagodzonym przez chęć 
rządu zadósyćuczynienia żądaniom  
opozycji. Zdawało się, że rząd cesarski 
chciał raz jeszcze zastosować politykę 
huśtawki, którąby skaptował sobie  
jednocześnie prawicę i lewicę opinji  
publicznej. Podpisując jedną ręką Ukaz o  
rozwiązaniu Dumy Państwowej, drugą —u- 
suwając dwóch znienawidzonych  
ministrów, Goremykina i StiszinskiegO, rząd 
obiecywał utworzenie ministerjum  
liberalnego pod przewodnictwem ministra 
spraw wewnętrznych, Stołypina. 
„Zdawało się dalej, z rozmów i in- 
terviewów, których nie szczędził nowy 
premjer, że charakter nowego Gabinetu 
będzie liberalny w istocie rzeczy.  
Ponieważ jednak obietnice rządu  
rosyjskiego straciły od pewnego czasu  
kredyt, dodawano, że poszukiwani są współ- 
działacze — zupełnie obcy sterom  
biurokratycznym, pełni dobrej woli i  
zdolności, odpowiedni dla przeprowadzenia 
reform liberalnych. 
„Po tygodniowych pertraktacjach, 
które, jak wiadomo, do niczego nie  
doprowadziły, zaczęto stu^jować inne  
kombinacje. Mówiono o Jermołowie, jako 
premjerze i prof. Winogradowie, jako 
ministrze oświaty. Lecz i ta  
kombinacja zawiodła pokładane w niej nadzieje. 
„Wobec składu Gabinetu (Szczegłowi- 
tow — minister sprawiedliwości, Izwol- 
skij — spraw zagranicznych, Kokow- 
cew — finansów, Schwanebach —  
kontroli) jasnem było, że ten nowy Gabinet 
dziwnie jest podobnym do swego  
poprzednika... 
„Cały przebieg konfliktu między Dumą 
Państwową a Goremykinem udowadnia, 
że jabłkiem niezgody była kwestja a- 
grarna, i że gwarancją zgody między o- 
pozycją i władzą mógł być portfel  
ministra rolnictwa. Otóż ze wszystkich 
biurokratów, którzy stali na czele tego 
departamentu, jedynie Kutler mógł  
liczyć na sympatję opozycji... To też 
myślano, że wejdzie, on w skład Gabinetu 
Stołypina. Lecz nominacja ks. Wasil- 
czykowa dowiodła, jak dalekiemi były 
te'nadzieje złudne, od niezłomnej woli 
władzy. 
„Ks. Waśilezykow, mający bliskie  
stosunki z Dworem Cesarzowej Wdowy, 
zawdzięcza swą nominację przekonaniu, 
jakie miano w Peterhofiie, że pójdzie on 
w ślady swych poprzedników. Jego  
credo będzie: rozwiązanie kwestji agrarnej 
przez powiększenie kredytu rolnego.  
Jako wielki właściciel ziemski — obstaje 
nowy minister przy nienaruszalności 
prawa własności i, lejąc łzy gorzkie nad 
nędzą chłopa, zaszczepia w nim respekt 
należny dla własności. Jestto prawie 
doktryną pp. Plehwe'go i StiszinskiegO. 
owy minister nie zejdzie z tej starej, 
utartej drogi, tembardziej, że ma w  
osobie p. Hurko, ex dter ego StiszinskiegO, 
najbliższego współpracownika. 
rtPod&bno ip. i|jDłypiń ma ;powie|zyć 
p. Hurko administrację wiejską  
{"kolonizacje włośćifiaikie. 
„Więc rźąa\,rpsyjsM tj^źfistał terny 
czem był w« czasie istnienia1 Damy, cżein 
był rok .temurpo wydaniu Ukazu 17-gip3 
października i utworzeniu ministerjum' 
jednorodnego. 
„Zmieniły się osoby, ludzieMobrejwołi, 
których, rzucano "jednycKrpo drugichna 
łoże Prókrusta; lecz rząd postał tem^ćźem 
był... 
„I gdy jest on zatopionym w samo-; 
kontemplacji, Rosja idzie riaprzófd' i da- 
dala się od niego. Ta samotność  
moralna — wydaje się być ostateczną teraz, 
tembardziej po zerwaniu pertraktacji 
Stołypina z przedstawicielami „działaczy 
społecznych". 
„Rosja wierzyć przestała obietnicom 
17-go października i nie oczekuje od 
rządu ani odnowienia, ani spokoju..." 
•*■ „Nowoje Wremia", zamieszczając  
wyjaśnienie Szipowa, hr. Heydena i M. Lwowa o u- 
kładach ich ze Stołypinem w sprawie  
reorganizacji gabinetu minlsterjalnego, nie może darować 
im, że odrzucili tak ponętną ofertę. 
„Nam się zdaje, że hr. Heyden myli się pod 
tym względem, że rząd chciał zrobić z dzlałaczów 
społecznych „ministrów-urzędników". Rząd zu- 
peluie szczerze przeszedł do nowego porządku u- 
tworzenia ministerjum z dzialaczów społecznych, 
to też, według naszego zdania, należało przyjąć 
to z poświęceniem, którego wymagają ciężkie «- 
kollczności ojczyzny, o czem nieraz mówiliśmy. 
Nam się zdaje, że w takiej chwili niema mowy 
ani o szczegółach programu, ani o zamianie 
działaczów społecznych na urzędników. Czasy 
nie są takie, aby to można było zrobić, i ludzie 
nie tacy, których powoływano i którzy  
powoływali. Wreszcie, walka była zawsze możliwą, a 
przy wspólnej działalności możliwe są też  
wzajemne ustępstwa i porozumienie. 
„Należało przyjąć wezwanie i pracować z  
całą energją. Należało koniecznie zrobić tę; próbę, 
choćby to było poświęceniem patrjotycźńem. 
Opinja publiczna tylko z czynów mogłaby się 
przekonać, o ile byłaby możliwą działalność 
twórcza razem z „aiinistrami-urzędnikami",  
mówiąc tendencyjneml słowy hr. Heydena. Odmówić 
było łatwiej, aniżeli przyjąć, lecz charakter,  
wola, zdolności ujawniają się w ciężkich, a nic w 
łatwych zadaniach. Ciężkich rzeczy nikt nie 
chce się podjąć i społeczeństwo pozostaje w  
nieświadomości co do zdolności państwowych tych 
szacownych ludzi, którym były zaproponowane 
teki. 
„W każdym bądź razie wiemy, że dwóch z 
powoływanych, chociaż odmówili przyjęcia tek, 
lecz odmówili z niezlomnem pragnieniem  
pracowania w kraju nad tern, aby przyszły skład  
Dumy nie był takiem zbiorowiskiem żywiołów  
skrajnych, jak w rozwiązanej Dumie." 
STAROKATOLICY. 
Przed kilku dniami otrzymał starokatolik Dem- 
mel konsekrację biskupią w kościele  
gimnazjalnym w Bonn, jako zastępca Reinkensa i Webera, 
byłych profesorów teologji w wrocławskim  
uniwersytecie. Jako konsekrator fungowal  
arcybiskup Janśenistów z Utrechtu, jako asystenci  
biskup starokatolicki Herzog z szwajcarskiego  
Bernu i biskup Janśenistów z Deventer w Holandji, 
wszyscy trzej poddani zagraniczni. Szczególny 
to fawor rządu pruskiego, który nie tylko  
przeznacza w swym budżecie kilkanaście tysięcy  
talarów na starokatolickiego biskupa, ni*  
mającego żadnego prawie zajęcia, bo djecezja jego, o- 
garniająca całą Rzeszę Niemiecką, coraz więcej 
szczupleje, ale dopuszcza do aktu konsekracji w 
granicach swego państwa cudzoziemców, na coby 
nie dat pozwolenia, gdyby chodziło o Jakiego  
biskupa katolickiego. Kiedy ks. biskup  
Janiszewski, który zmuszony został przez rząd pruski ilu 
rezygnacji z godności biskupa-snfragana i  
kanonika poznańskiego, chciał wziąć udział w  
konsekracji swego siostrzeńca, ks. biskupa Andrzeje- 
wicza, nie jako konsekrujący, ale tylko jako  
asystujący biskup, musiał mieć na to osobne  
pozwolenie naczelnego prezesa. Mimo zasady: „równe 
prawo dla wszystkich", rząd jednak względem 
starokatolików postępuje odmiennie, obdarza ich 
przywilejem, który nie służy biskupom  
katolickim. 
Sekta starokatolicka, która miała byc klinem, 
przeznaczonym do rozsadzenia jedności Kościoła 
kttbrlcHego w Niemczećb; zawiodła oczekiwania, 
iSSeóHfe' suchoijftczy żywot. Pozostawiono ją jed- 
riakźew; posiadaniu kościołów, zabranych  
katolikom" na pSdstawie fikejf prawnej, że starotfatoli- 
v§ slf'również katolikami; Co więcej, biskup w 
BonnWezydująey, nosi urzędowo tytuł „fcatołischer 
Biscncrf, bez oznaczenia-! djecezji, jatgdyby był 
dla cSaego okręgu ziemskiego. Święcenie jego 
jediilŚże, chociaż ńfeprawowite, bo przez  
biskupów^ że Stolicą Apdśtblsią niezłączonych udzie- 
lone^jest ważne. Tern różnią się biskupi i ka- 
płafffitarokatbllccy od anglikańskich, których 
święceniom Kościół katolicki ważności przyznać 
nie może. 
U polaków stlarbkatolioyzm'przyjęcia nie zhai' 
lazł, tak dla tego, że niemieckiego był  
pochodzenia, jak dla żenienia się starokatolickich księży, 
oo w oczach ludu polskiego wszelki odbierało im 
urok. Dwóch tylko polskich księży przystało do 
starokatolików. Pierwszym był 50.-letni blisko 
proboszcz z Mogilna, a były kanonik katedralny 
poznański ks. Suszczyński, który pojąwszy w 
małżeństwo młodziutką pannę Gajewską,  
zamieszkał w Królewcu. Na mocy fikcji prawnej, że 
starokatolicy są również katolikami i właściwie 
wyznania swego nic zmienili, pobierał ks.  
Suszczyński, chociaż żonaty i w parafji swej nie 
mieszkający, dochody ze wsi Baba, do probostwa 
w Mogilnie należącej. Dopiero gdy się kultur- 
kampf zakończył i fikcji o jego katolicyzmie 
wraz z prawem do probostwa w Mogilnie  
utrzymywać już nie było można, oświadczył, że  
przechodzi na wiarę ewangelicką. Posłano go jako 
pastora do jakiejś paraiji polsko-ewangelickiej 
na Mazurach, gdzie prędko umarł. Drugim, co w 
ślady jego wstąpił, był ks. Pyszka, rodem z  
Łobżenicy, który przed kilku laty zeszedł ze świata, 
jako starokatolicki proboszcz w Pforzheim, w 
Badenji. Prócz pochodzenia nie było w nim nic 
polskiego. 
Pod zaborem rosyjskim i austrjackim był sta- 
rokatolicyzm nieznanym, chociaż w Krakowie dr. 
Doellinger znalazł gorliwego zwolennika w  
doktorze medycyny i profesorze Gilewskim, który 
zupełnie niepotrzebnie wdał się w sprawę, do 
której kompetencji żadnej nie miał. Do rządu 
rosyjskiego' zgłosił się osobiście z propozycją 
założenia Kościoła narodowego, od Rzymu  
niezawisłego, głośny niegdyś ks. Karol Mikoszewski, 
były członek rządu narodowego, a potem tułacz 
po różnych krajach. Ale rząd rosyjski, acz jego 
najgorętszem pragnieniem było zawsze stworzyć 
dla polaków jakiś od Stolicy Apostolskiej  
oderwany Kościół, nie ufał ks. Mikoszewskiemu,  
niegdyś skrajnemu, czerwonemu patrjocie, i zesłał 
go na wygnanie do Woroneża, skąd po latach 
kilku uwolniony wyjechał za granicę i tam w o- 
puszczeniu i zapomnieniu życie zakończył. Jaką 
formę zamierzał nadać swemu proponowanemu 
„narodowemu Kościołowi", sam pewnie dobrze nie 
wiedział, ale że to była pora wichrzeń  
starokatolickich, przypuszczać można, że o tej sekcie 
zamyślał, aby mieć na początek jakieś poparcie 
i nie być osamotnionym. 
Polska odmiana starokatolicyzmu znalazła się 
w północnej Ameryce w postaci t. zw.  
„niezależnych". Nie złączyli się oni formalnie z  
europejskimi starokatolikami i księża ich nie porzucili 
celibatu, a to dla tego, aby nie stracić kredytu u 
zbałamuconych swoich owieczek. Faktem jednak 
jest, że jeden z amerykańskich „niezaJeżnych" 
polskich biskupów, ks, Kozłowski, otrzymał  
konsekrację od starokatolickiego biskupa Herzoga w 
Szwajcarji, brał on później udział w zjeździe  
starokatolickich biskupów. Jest więc pewna spól- 
ność i kurtoazja między polskim „niezależnym" 
Kościołem a starokatolikami, chociaż niema 
wspólnej, obie strony wiążącej, organizacji.  
Próby zbliżenia się starokatolików do Kościoła  
anglikańskiego i Kościołów wschodnich, opartych 
na podstawie idei kapłaństwa i władzy episko- 
palnej, nie wyszły po za sferę komplimentów. 
Kronika krajowa. 
WILNO. 
= Teatr polski. Odegrany we środę 
„Dom otwarty" Bałuckiego, ściągnął  
licznych widzów. Już sama firma  
krakowskiego pisarza, jego cięty dowcip i  
nigdy nie starzejący się "humor, jak  
również występ Knake-Zawadzkiego—były 
dużą atrakcją dla naszej publiczności. 
I rzeczywiście, ci którzy przyszli— 
nie zawiedli się — tryskająca wesołością 
komedja Bałuckiego, świetnie  
pochwycone typy, a szczególniej pełen życia akt 
drugi, wywoływały ciągle wybuchy  
śmiechu. Knake-Zawadzki w roli pułkownika 
Telesfora, porywał świetnem nffiresle- 
niem pbfetaci, swadą i humorem,  
znakomity tragik z zadziwiającą łatwością 
przerzuca się z roli w rolę, z typu w typ. 
Sr ód innych wykonawców na pierwszem 
miejscu postawić należy p.  
Wesołowskiego, który bardzo dobrze odtworzył 
„skończonego farmaceutę" Fujarlriewi- 
cza. Bardzo dobrą Janiną była p. Mon. 
Poprawnie wywiązali się z zadanfa pp. 
Marjański, Nerom ski, Karol Zawadzki, 
Dolińska i Ossorio. 
Dzisiaj odegrane zostaną przez teatr 
kaliski „Gęsi i gąski", jedna z nąjie- 
pszycli kbmedji Michała Bałuckiego.  
Sztuka ta przez cały szereg lat nie  
schodziła z repertuaru pierwszorzędnych scen 
polskich. W widowisku przyjmuje udział 
całe towarzystwo z pp. Zawadzkim, Mar- 
jańskim, Mori, Dolińskim i Wesołowskim 
na czele. .... 
- == Giełda pracy. Istniejąca z  
inicjatywy p. Józefa Montwiłła od dwóch lat w 
Wilnie Giełda pracy, jest bliską  
zamknięcia. Powodem tego jest ogólny  
kryzys ekonomiczny i zastój w ruchu  
budowlanym, które nie dają możności  
wynalezienia pracy poszukującym jej za 
pośrednictwem Giełdy pracy. 
= Schronisko dla pielgrzymów. (F. Hr.) 
Wzmożony w roku bieżącym, wskutek 
tolerancji religijnej, ruch pątników do 
Kalwarji, wywołał potrzebę obmyślenia 
środków zaradczych na niemożliwe wprost 
warunki hygjeniczne podczas pobytu  
pielgrzymów w Wilnie. 
Niewyczerpany w inicjatywie p.  
Józef Montwiłł, rzucił myśl oddania  
odrestaurowanych murów po-Franciszkań- 
skich na użytek pątników. Piękną myśl 
podjął i przeprowadził p. Ludwik Ostrej- 
ko wraz z członkami Towarzystwa  
opieki nad biednymi. 
Pielgrzymom zapewniono oprócz  
noclegu, bezpłatną pomoc lekarską, której 
łaskawie udzielał dr. Zajączkowski, a  
lekarstwa wydawano na koszt  
wspomnianego Towarzystwa. 
Z gościnnego schroniska skorzystało 
za czas od 9 maja do 25 czerwca 27,480 
osób, z czego 5,808 mężczyzn i 21,680 
kobiet. Reprezentowane były gubernje: 
wileńska, grodzieńska, kowieńska i  
suwalska w liczbie 27 parafji. Ilość osób 
biorących udział w pielgrzymce wahała 
się pomiędzy 141 (gierwiacka) a 2,830 
(żyrmuńska). Ostatnia przybyła  
pielgrzymka z Kowna. 
Uczucie szczerej wdzięczności, z  
jakiem opuszczali pątnicy schronisko, jest 
niewątpliwie miłą zapłatą za trudy koło 
nich podjęte. 
Życzyćby sobie należało, aby Zarząd 
miasta w następnym roku podjął  
starania, o zabezpieczenie noclegu reszcie 
pielgrzymów, gdyż, jak doświadczenie 
wykazało, stosunkowo szczupły lokal po- 
Pranciszkański nie mógł pomieścić  
wszystkich. Poźądanem byłoby również, aby 
takie schronisko odpowiadało więcej  
wymaganiom hygjeny, niż na to skromne 
środki Towarzystwa opieki nad  
biednymi pozwalają. 
= Zmiany w duchowieństwie djeceżji 
wileńskiej. Z rozporządzenia Jego  
Ekscelencji biskupa wileńskiego ks. Edwarda 
barona Roppa, proboszcz kościoła pohost- 
skiego, dekanatu dzisnieńskiego, ks.  
Feliks Mingin, przeniesiony został na  
proboszcza przy nowo utworzonym kościele 
fiłjalno-parafjalnyin gudogajskim,  
dekanatu oszmiańskiego. 
— Obrazek z miasta. Niemasz zuchwalca, klo- 
by śmiał dowodzić, że ulica Świętojerska nie 
jest ani dość ważną, ani nawet, w pewnej  
mierze, dość arystokratyczną arterją Wilna. 
Oczywiście, dziś dopiero. Niegdyś, przed  
laty, tu się odbywały akty publiczne, klóro,  
niewątpliwie, zgoła inną kwalifikację tej dzielnicy 
miasta wskazywały. 
Lecz czasy się zmieniają: na najbardziej  
żałosnych cmentarzyskach bujny chwast porasta, a 
stopa przechodnia zarówno depco po kwiatach i 
po pokrzywach. Nieświadamość tu często ważną 
rolę odegrywa. 
Dziś atoli ludno i gwarnie na tej ul:cy:  
podziwia się szyk, admiruje wdzięk, a zazdrości się 
wielu i bardzo wielu. Dla wyjaśnienia tego o- 
statniego uczucia wystarczy wspomnieć, że tu 
wlaśuie mieszczą się już lub mają się mieścić w 
przyszłości najwybitniejsze instytucje bant- 
Jest wszakże i odwrotna strono „-.; . 
medalu. 
sama ulica bywa od rana do wieczora Ta 
nędzy żebrzącej, w najbardziej nrozmaico?^*' 
brązach. Żebrzą mężczyźni i kobiety , °" 
dzieci, kalecy i zdrowi, zmiażdżeni przez Y"*1 
wypadek i świadomie spodleni. lBtna °S lub 
Gehenny ludzkiej-okropna podaż potrzeb"-16'1" 
lów, wobec nieistnienia jakiegoś popytu! 'b''" 
To też rodzą się straszne kontrasty dv8n 
se i zgrzyty. ' ' 0,la»- 
Od placu Łukiskiego do placu Katedra! 
można być napastowanym ze dwadzieścia ""^ 
a każda napaść taka łączy się z natręci'** 
niemal z zuchwałością. Niechby Sjty 1 "'^ 
okoliczności sprzyjające, a żebrak stałby i 
szakalem. 81'- 
To też, gdy w mroku wieczornym, rzuć 
nagle tu, na bruk uliczny, istna powódź śwl ?' 
a całą ulicę wypełniają grzmot] iwe i wi r* 
wesołe wiwaty, przechodzień poważny sta|e ?' 
miony i niemal przerażony. "" 
On widzi dokoła te ciemne, ponure i mor i i 
zdewoltowane postacie, co wypełzły kędyś z 
kątków i tu się skupiają... On słyBzy szepty Jł" 
wionę i urągliwe, on patrzy, jak pięści kurczów 
się zaciskają, on słyszy te okropno zgrzyty 8? ° 
piących się niskich instynktów i namiętności"' 
' A w ślad za tem idzie trwożna obawa o i 
tro, a później jeszcze dręczące i napastliwe !" 
tanie: czemuż tak się dzieje? czemu świadom! 
wytwarzamy te niepożądane kontrasty i spBł' 
dowujemy te zgrzyty? 
I pytanie to biegnie w gwar uliczny, a w 
i ciężko zapada w niejedną duszę. ł ' 
~" = Kolonje poprawcze. Do Wileński. 
go Towarzystwa osad rolnych i przyta 
ków poprawczych, mającego na celulto 
prawe, moralną przestępców niepełiiofet. 
nich płci męskiej, skazanych na karę 
drogą sądową, często nadchodzą prośby 
rodziców i opiekunów o przyjęcie za o- 
płata chłopców zepsutych i wykazują. 
cych źłe skłonności, ale nie oddanych 
pod sąd. 
Wobec tego, że ustawa T-wa musi 
dawać odpowiedź odmowną na tego  
rodzaju1 podania, zarząd T-wa zwrócił sic 
do gubernatora wileńskiego z prośbą ó 
dopełnienie § i statutu następującą  
uwagą: „do kolonji poprawczych w razie 
walfańśów, mogą być przyjmowane  
dzieci płci męskiej na koszt i prośbę  
rodziców lub osób czy instytucji ich  
zastępujących, jeżeli się okaże bez żadnej 
wątpliwości, że potrzebują one dozoru i 
poprawy". 
= Stan poczty w Wilnie w śtuStililni 
do ludności nie przedstawia się zbyt  
zadawalająco, jak świadczą następujące 
dane. 
Na obszernym terytorjum miasta z 
górą 20 . kw. wiorst wynoszącem, przy 
160 ulicach, placach, zaułkach, oraz  
pomniejszych arterjach komunikacyjnycl 
bez nazwisk, przy ludności obrachowa- 
nej dnia 1 stycznia r. 1906 na 205,514 
mieszkańców, istnieje wszystkiego 5 biur 
pocztowych, w tej liczbie dwa główne 
(centralne, przy ulicy Zamkowej i na 
dworcu kolejowym) i trzy fllje (Antokol- 
ska, Snipiska i Łukiska). 
Rejon tych filji, równający się bez 
mała pół miastu, obsługuje zaledwie 12 
listonoszów na centrum miasta ich  
przypada 60 i kilka osób, a na resztę  
dzielnic około 30 a więc razem cały personel 
listonoszów zaledwie przewyższa 100 o- 
sób. 
Skrzynek pocztowych do wrzucania 
listów Wilno posiada też niezbyt wiele, 
bo wszystkiego 143, włączając do tej  
liczby i znajdujące się w nowych  
dzielnicach miasta w dziwnie małej ilości, 
naprzykład: w Zakręcie, Zwierzyńcu i na 
„Nowych Zabudowaniach" istnieje tytto 
po jednej skrzynce pocztowej. 
Nic dziwnego, że publiczność  
miejska dawno wobec tego skarży się na 
istniejące porządki pocztowe i już  
nieraz wnosiła podania do tutejszego  
zarządu pocztowo-telegraficznego żądające 
otwarcia filji pocztowych: na Zarzeczu, 
W. Pohulance i t. d. oraz powiększenia 
liczby skrzynek pocztowych i liczby  
listonoszów. 
= Pobór rekruta. W roku bieżącym 
z gub. wileńskiej, według projektu, ilość 
rekrutów ma wynosić 6189 osób. 
= Sesja sądowa. Pierwsza sesja po 
wakacjach sądu okręgowego z udziałem 
63 
DPI08Y. 
POWIEŚĆ z r. 1863. 
— Jak śmiesz tu wchodzić, sobaczy 
synu! — wrzasnął kapitan—ach ty  
ścierwu, ty bydlę jakieś! 
Był w strasznem uniesieniu, które 
Irndnem byłoby do pojęcia dla mnie, 
gdyby nie. to, o czem oddawna mi już 
mówiono, że między policją a  
żandarmami, którzy także prowadzili swoją  
odrębną, policję, istnieje oddawna zacięty ati- 
l.agonizm i nienawiść; że sobie nieraz te 
dwie władze podstawiały nogi,  
przeszkadzały i niecierpialy się nawzajem  
serdecznie, ('niesienie więc kapitana Teo- 
balda, jeszcze na pół chorego,  
zdenerwowanego krótką, ;Ue dręczącą rozmową 
ze mną, było usprawiedliwione.  
Strasznie krzyczał i ciągle powtarzał wyrazy: 
— Won ścierwo, bydlę, won stąd! 
Ale „bydlę" nie ruszało, się wcale od 
drzwi. Zbliżywszy się na palcach do 
spuszczonej portjery. mogłem dość  
dobrze obejrzeć to indywiduum o tyle, o 
ile cienie włóczące się po gabinecie  
kapitana na to pozwalały. Tak, to był szli- 
iierz, w swym.kubraku.niezdecydowanej 
barwy, w spodniach obszarpanych na 
dole; z zasmoloną, czapką w ręku, z  
oczkami głęboko osadzońemi, któremi  
dzikie i -yściekłe jadowitej żmii spojrzenie 
rzucał na kapitana, powtarzając  
nieustannie: 
— Słucham! słucham! 
Ale nie słuchał i ód drzwi wcale się 
nie oddalał. 
A kapitan tymczasem, jedna ż tych 
krewkich, sangwinieźnych; natjfr, czy 
może chory jeszdze, ^'dość, że nkgle u- 
cichł,'począł ciężko oddychać 'i nadł.na 
fotel *z wiioózaemi óżń^&i^i tik^ego o- 
słąbTeńia. Pfzejs 'ćh^ę,/% ciszy,f jaka 
nagle zapanowała; słychać było "tylko  
jego świszczący, krótki oddech, a potem 
rzekł do karabiniera: 
— Zawołaj mi garderobianej! Beli! 
Karabinier wybiegł, a kapitan Teo- 
bald zwrócił się do szpiega i zapytał: 
— Czego, bydlę przeklęte, tu stoisz? 
czego chcesz? 
— Wybaczy wasze błagorodje —  
odrzekł głosem pokornym, ale w którym 
czuć było dreszcze hamowanego  
gniewu—ale zapewne nie powiedziano panu, 
iż go tego domu schronił się ważny zbro- 
dzień polityczny, jeden z tych,. którzy 
dokonali zamachu na jaśnie oświeconego 
wielkorządcę. 
— W tym domu? zbrodzień  
polityczny? co? ty zwarjowałeś, zwierzę jakieś, 
padlino cuchnąca! ruszaj mi zaraz, bo 
każę cię wziąć za kołnierz i wyrzucić 
za drzwi. 
— Wybaczy wasze błagorodje, aleja 
nie mogę stąd ruszyć się, ja ścigam  
tego człowieka od dwóch godzin, on jest 
moją własnością. 
Kapitan znów wpadł w straszne u- 
niesienie. Bił pięścią po stole, tupał  
nogami, a oddech jego coraz bardziej  
świszczącym się stawał i głos był coraz 
słabszy. 
— Won łotrze! wszarzu... hej! jest tam 
kto? wyrzucić mi to bydlę... 
I nie wiem, co się tam dalej działo, 
gdyż uwagę moją zwróciły drzwi  
otwierające się w głębi i szelest sukni  
kobiecej i nigdy niezapomniany*, zawsze 
dla mnie miły i słodki zapach fiołków 
i heljotropu uderzył moje powonienie. 
Byłem pewny, że w tym cieniu  
smukłym, szeleszczącym jedwabiami, który 
słaniał się, pp pokoiku i niepewnie,, wa- 
hająco naprzód się. posuwał, kryje się 
moja najmilsza, najdroższa Dusia... 
— Dusiu — Kopnąłem — czy to ty? 
— Ach to ty... ty... Walery... tutaj? 
i I uczułem na mej szyitę ciepłe, a- 
Iksamitne ramiona, które tylokrotnie 
namiętnie mnie obejmowały, których u- 
ściśk gorący -był jedhem z riajrnjrszych 
wspomnień mego życia, okrasą mej  
młodości chmurnej i burzliwej. I teraz  
przycisnąłem tę drogą postać do piersi i u- 
pojony wonią kochanki warkoczy, gorą- 
cemi pocałunkami jej ust, odczuciem  
falujących jej piersi, zapomniałem o  
świecie całym, o strasznem zagrażającem 
mi niebezpieczeństwie, o wrzawie, która 
tam w gabinecie Teobalda panowała i 
dzięki której mogliśmy oboje przez  
chwilę swobodnie rozmawiać i swobodnie  
oddawać się naszym uściskom. Ale  
Józefina, moja słodka Józefina, pierwsza 
przyszła do siebie, pierwsza odzyskała 
przytomność i świadomość rozpaczliwej 
mojej sytuacji. 
— Na miłość Boską — zawołała — 
co ty tu robisz? 
— A cóż? wpadłem w ręce twego 
męża. 
— Mego- męża? — szepnęła z  
wyrazem niewysłowionej ironji, ale zaraz  
potem spytała: 
— Więc grozi' ci niebezpieczeństwo? 
— Naturalnie. 
Chwilkę pomyśLała, a tymczasem w 
sąsiednim gabinecie uniesienie kapitana 
Teobalda dochodziło do ostatecznych 
krańców. Tupał nogami, bił pięścią o 
stół i głosem ochrypłym krzyczał: 
— Wyrzućcie mi za wrota, tę kanalję 
przeklętą! 
Krzyki te rozlegały się dlonośnie, a 
za każdem podniesieniem głosu  
kapitana Teobalda, uważałem, że Józefinę 
dreszcz nerwowy przenikał. 
— Nie mamy ani chwili czasu do 
stracenia—szepnęjła ona, chwyoając mnie 
silnie za rękę — chodź za mną. 
Machinalnie poszedłem za nią. W te 
chwili nie szło mi tyle o ocalenie siebie 
samego, ile o to, żeby być przy  
Józefinie, czuć jej ciepłe, miękie dotknięcie, 
słuchać szelestu; jej sukien, wdychać w 
siebie woń fjołkow, które mi najrozko- 
szhieisze chwile naszej miłości  
przypominały. Szliśmy uprzez kiUra pokoi  
ciemnych zupełnie, w któfycih'tu, i'owdzie 
tylko jakieś przedmioty biłyszuzały,  
potrącałem meble, na co Józefina _ sykała, 
szepcząc: 
— Cicho! Na rany Boskie cicho. 
Idąc ciągle, słyszałem gniewny głos 
kapitana Teobalda i zgoła nie rozumiałem 
dlaczego mamy iść cicho, skoro pan  
domu i jedyny człowiek, który mógł mej 
ucieczce przeszkodzić, był mocno w tej 
chwili zajęty wyrzucaniem za drzwi  
szpiega, „kanalji przeklętej!" Tak przyszliśmy 
do pokoju większego, prawdopodobnie 
salonu, z którego duże drzwi szklane, w 
tej chwili na pół uchylone, wiodły na 
niewielki taras, a z tego po schodach do 
owego parku, w którym niedawno tyle 
słodkich sam na sam miałem z Józefiną, 
i w którym tyle krwawych scen odegrał 
mój Burczymucha. 
Józeiina sprowadziwszy mię ze  
schodów tarasu, postąpiła jeszcze kilka  
kroków, by się znaleźć w cieniu, jaki  
tworzyły drzewa, tu rzuciła mi się na szyję 
i zaczęła mię namiętnie całować,  
szepcząc: 
— Mój najdroższy, mój najmilszy, 
mój jedyny! 
— Słówko — rzekłem — czy  
odebrałaś mój ostatni list, przysłany przez 
Adolfinę? 
— Nie!... 
— I nie wiesz co się stało z tą  
dziewczyną? """""" """" '" ~" 
— Nie wiem. Ale dowiem się, teraz 
uciekaj. Tam są wszyscy zajęci. Ach! 
jak on krzyczy! 
W rzeczy samej, Teobald nie  
przestawał krzyczeć, a te jego wrzaski,  
które aż tu dochodziły i zakłócały  
majestatyczną ciszę ogrodu, świadczyły że  
sprawa jeszcze się nie skończyła i Że mamy 
przed sobą parę chwil wolnego czasu. 
— Chcę z tobą pomówić — szeptała 
dalej Józefina — jutro b dziesiątej rano 
będę w kościele ś-go Krzyża w lewej 
nawie. Czekaj tam na mnie; a teraz 
uciekaj. 
— Wiesz którędy! prosto główną aleją, 
ale trzymaj się zawsze cienia. O niój 
najdroższy, mój jedyny, jacy my  
nieszczęśliwi! 
Jeszcze raz zwisła mi na szyi,  
jeszcze jeden pocałunek i sama popchnęła 
mię do ucieczki. Czas już był wielki, 
bo krzyki Teobalda zupełnie ustały, pow- 
dopodobnie „kanalję" szpiega  
wyproszono nakoniec za drzwi i miano się mną 
teraz zająć. 
XIV. 
Skórom się znalazł wolny i swobodny 
poza furtką parku, przez którą niegdyś 
do niego się dostawałem, na ulicy  
dotykającej okopów, odetchnąłom głęboko. 
Przeszedłem straszne, śmiertelne  
niebezpieczeństwo i życie znowu zawdzięczam 
kobiecie, mejr ślicznej, mej dobrej,  
kochanej, mojej, mojej Józefinie. 
Szedłem tą pustą, cichą, ciemną teraz 
zupełnie uliczką, na której stare lipy ' 
rosochate topole, miotane lekkim  
wiatrem jesiennym, melancholijnie szumiały 
i przypomniałem sobie słodkie,  
aksamitne uściski Józefiny, gorące jej usta na 
mych ustach, woń fijołków bijącą z jej 
warkoczy, jej szepty, jej namiętne unie; 
sienią; wszystko to co czyniło z niej 
najrozkoszniejszą i najmilszą z kobiet. 
I zagłębiony w te wspomnienia i w 
te marzenia, posuwałem się powoli  
naprzód, gdy nagle przypomniałem sobie 
moje położenie rozpaczliwe i moje  
obowiązki. 
Przedewszystkiem więc nie miałem 
dachu nad głową, bo wracać na ulicę 
Złotą pod żadnym pozorem nie mogłem, 
jeżeli nie chciałem narazić mej S»oW/' 
Szpieg-szlifierz wiedział doskonale z  
którego domu wychodziłem, zresztą włócząc 
się sam już musiał mieć pewne dane o 
mojem tutaj zamieszkaniu, a teraz,  
haniebnie wypędzony przez Teobalda, z* 
wiedziony w swych nadziejach, po tflK 
ciężkiej pracy, jak pościg za mną, pracj 
bezowocnej, weźmie sobie z pewnością 
za punkt' 'honoru, za konieczną potrzepę 
pomszczenia się za wszystko na mi"e' 
wyszukania mnie i schwytania. (D- c-n^ 
Walery Pnyborowwl
		

/0723.djvu

			■Ji 174 
£&£&££- Ł-FT-E-W^SK 1. 
W przysięgłych, odbędzio się l-go 
,vrzeStSzicoła muzyczna. Artysta-muzyk 
Ćuii-in undał prośbę gubernatorowi 
P-.,.cieniu' o pozwolenie otwarcia w 
,vi!,ellil\zknlv muzycznej dla osób nia- 
]U lh nie mniej 8 lat bez różnicy płci. 
'''^ streik w browarze Lipskiego trwa 
Hhzvm ciągu. Zamiast strejkujących 
"' ,w więźniowie kryminalni pod do- 
f lstrażników. Wczoraj, kiedy więź- 
201' 
?m 
rozwozili piwo, napadł na nich 
"."'Trobotników na ul. Połtawskiej i 
llll,i konwojujących strażników. _ 
l'"'__ przejazd więźnia. Onegdaj wieczo- 
przcz Wilno, przewieziono do  
Peter 
'■l)ur'm pod strażą Bielencowa, jedne- 
7 uczestników napadu na Kasę Po- 
w Moskwie, wydanego przez 
iw7.li"w:l . , • 
...u,\7A'. szwajcarskie. 
dachu 
godnie na ul. Wielkiej, 
si<: P 
mu. • 
dom'' 
/,o'l'.)lll!l 
Onegdaj  
przebyli świadkami 
== Małpa... na 
widowiska. 
/ mieszkania p. Tatiszczewa, znaj- 
, l^jro się na tejże ulicy naprzeciwko 
l-^ioła św. Jana, uciekła małpa, która 
ymYkając przed goniącymi ją, wdrapała 
' rynnie na dach przeciwległego do- 
śUintad po dachach przyległych 
na dzwonnicę kość. św. Jana. 
dzoiiy tium gapiów przyglądał 
akrobatycznym popisom i tamo- 
li pieszy i konny na ulicy. Pó- 
eczorem dopiero udało się zła- 
do klatki oryginalnego 
wal nici 
p:ić i zamknąć 
uciekiniera. 
= Zabójstwo. Dnia 1 sierpnia, do  
sklepiku spożywczego Gabrjela Mosiana, w 
q, ,\t 32 na ul. Połtawskiej, zaszło dwóch 
młodzieńców pod pozorem kupienia  
papierosów. Gdy właściciel zajęty był  
wyszukaniem żądanego towaru, jeden z 
przybyły'1 wystrzelił do niego z rewol- 
ueni, raniąc go w brzuch, poczem obaj 
lapasilnicy zbiegli. 
Nazajutrz Masian zmarł od  
otrzymanej rany, a zabójcy dotąd nie zostali  
wykryci. Podobno zamach ten był aktem 
zemsty za to, że Masian nie spełnił  
jakiemuś rozporządzenia partji  
rewolucyjnej podczas strejku ostatniego. 
=■ Napady. Dnia 2 (15) sierpnia o g. 2 i pół 
w miny, do mieszkania żony technika Półocko- 
Hiedleckiej kolei żelaznej, Zenony Sawiczowej, 
w duiiiii \Vimlka przy uliey Zakręt, przez bai- 
Ifliii wtargnęło sześciu ludzi uzbrojonych w  
rewolwery, którzy napadłszy na śpiącą  
Sawiczowi}, rozpoczęli strzelaninę i niszczenie, łamanie 
i wyrzucanie przez okna sprzętów domowych. 
Przebudzona ze snu w taki sposób Sawiczowa, 
i, nieobecności męża znajdującego się na linji, 
ai* tracąc przytomności, chwyciła za leżący na 
stoliku przy łóżku rewolwer nabity i dała z nie- 
gu do napastników kilka strzałów bezowocnych, 
puczem sama raniona j&dnym strzałem przez  
napastników, upadla na łóżko bez czucia.  
Przebudzona strzałami i hałasem służba, sprowadziła 
policję i wezwała Pogotowie. Spłoszeni  
napastnicy ratowali się ucieczką. Przybyłe  
Pogotowie po opatrzeniu zranionej Sawiczowej,  
pozostawiło ją ua opiece wezwanego lekarza. 
= Nieszczęśliwe wypadki. Dnia 2 (15) sierpnia 
o g. S rano Cholom Kowarski, stolarz, w wieku 
lat 17, wstawiając okna w lokalu domu Umia- 
stowskiego przy ulicy Dominikańskiej pod J6 13, 
przez nieostrożność spadł na bruk w dziedzińcu 
i zabił się na miejscu. Przybyły lekarz  
Pogotowia skonstatował śmierć. Ciało  
nieszczęśliwego odwieziono do trupiarni szpitala Sawicz. 
Jankiel Kornel, stolarz, też przez nieosrożność, 
?rstav/iając okrió oszklone pod N° 8, na  
przedmieściu Suipiszkach, upadł z ramą i padając na 
szkio ciężko się zranił. 
= Nagta ćmierć. Dnia 2 (15) sierpnia Marcin 
Czajkowski, w wieku lat 60, ogrodnik z domu Pi- 
moiiowa, przy ulicy Bosa, dla załatwienia  
interesu poszedł na dworzec kolejowy i nagle  
zasłabł, skąd go odwieziono do szpitala Sawicz, 
gdaie w pól godziny skonał. 
~ Trup dziecka, Dnia 2 (15)" sierpnia o g. fi 
wieczorem na przedmieściu Belmont w lesie,  
znaleziono trup dziewczynki dwumiesięcznej, bez o- 
s;nai. gwałtownego zejścia; ciało odesłano do  
trupiarni szpitala Sawicz. 
— Rabunek. Opia 2 (15) sierpnia,  
zamieszkały na przedmieściu Nowy-Świat Adam Kasperski, 
"zhwc, zameldował policji, że gdy dnia 1 (14) 
<> g. IU wieczorem z zakupionym towarem szew- 
.'kim na sumę 43 rb. wracał do'domu, koło toru  
kolejowego został napadnięty przez niejakiego  
Józefa Grcimowskiego i jeszcze dwóch nieznanych 
isu ludzi, którzy powalili go na ziemię, obili i 
zabrali juu ów towar. 
-=- Pogotowie ratunkowe wczoraj było czynne 
w 9-u wypadkach. 
~ Przyjechali da Wilna; ks. Marja Ogińska, ks. 
Marja Żagiel, hr. Katarzyna Drohojowską, szef 
kons. franc. Karol Winaks, ob. Bolesław Skirmunt 
•ob. Mijasz Willijaszew, fab. Johan Westerhiindt, dr. 
I .eon Sza |iiro, kup. Teodor Kiipczyśzyn, kup.  
Kozina DiiiBur (hotet St. Georges), ob. Iwon Orda, 
■ib Henryk Romanowski, ob. Józef Sztummer, 
V»r. Andrzej Tyszkiewicz, ob. Stanisław Łopa- 
ciuski, ob. Kazimiera Krajewska, naucz. Mikołaj 
Sobolew, ob. Paweł Tarasówicz, ob. Witold  
Górski, hr. .lan Rozwadowski, hr. Stanisław Alohl, 
jjulk. Władysław Poklewski-Koziełło, ob. Zygmunt 
<'linmiński, lir. Feliks Mohl (hotel Europejski), 
Kup. Karol Herezing, ob. Konstanty Knetel, ob. 
''•Vdjciec.li Sikorski (hotel Kontynentalny), rad. 
linii. Mikołaj Alpatńw, ob. Aleksander Ojja (hotel 
tmprrjttll. 
nych miejscach. Zdarzają się i  
wyjątkowe w tych czasach wypddkTtrącącS  
archaizmem patrjarćhalnym. 
Oto w Wielkich Biesiadach pp.  
Wojciechowskich, nie zerwała się dotąd  
niteczka łącząca po dawnemu chatę z  
dworem. Gdy w czasie zbioru koniczyny we 
dworze nadciągnęły chmury grożące  
deszczem, zjawiła się niespodziewana pomoc 
ze wsi w postaci fornalek i robotnika, 
odmawiająca przyjęcia zapłaty za  
sąsiedzką usługę. W istocie był to wyraz 
wdzięczności za ratunek niesiony ze  
dworu wszystkim chorym i cierjpiącym na 
wsi. Dowodzi to, iż'ogniwa tego  
łańcucha, łączącego dwa elementa, rwarie  
systematycznie przez rząd w ciągu lat 
przeszło 40 dałyby się spoić ponownie, 
gdyby ich nie rozszarpywała Obecnie a- 
gitacja, w pewnym terórże Całe* okolice 
utrzymująca. 
Urodzaj tegoroczny, świetny riapózór 
tu jak i wszędzie, nieda dostatecznej ilości 
chleba. Zboża porosłe wsłomę, dają-  
połowę zaledwie tego ziarna jakie miano w 
r. z. Kartofle," krore "dla włościan są  
drugim chlebem, już gniją w ziemi. 
Deszcze obocne mitrężą'  
rozpoczynający się tu, na tych ciężkich i zimnych 
gruntach sprzęt jarzyn i pokrywają 
chwastami pola, przygotowane do siewów 
jesiennych. Ceny robotnika wynoszą 35 
do 40 kop. 
Łohojsk, własność hr. Tyszkiewiczów 
należy do bardzo starożytnych osad  
sięgających XII wieku. Była to ongi silna 
warownia którą w 1505 r. doszczętnie 
zniszczyli Tatarzy uprowadzając w jas- 
syr ówczesnych dziedziców Łohojska hr. 
Czartoryskich. Z pozostałą ich córką 
ożenił się Wasyl Tyszkiewicz i od tej 
pory. Łohojsk pozostaje W ręku tej  
rodziny. Syn Wasyla, Aleksander  
fundował tu kościół w 1609 r. Wokoło  
Łohojska, znajduje się mnóstwo śladów  
dawnych horodyszcz oraz wielka liczba  
kurhanów. Er. 
nęła nie tylko .przykrość, jaka ispotkała 
cesarza Wilhelma podczas pogrzebu 
Chrystjana IX, lecz w wyższym jeszcze 
może stopniu przekonanie o  
bezskuteczności wszelkich wysiłków,  
podejmowanych ku spruszczeniu poddanych  
duńskich, Pomimo prześladowań, nie  
zaparli się jednak ani na chwilę swej; krwi 
duńskiej, dając piękny przykład patrjo- 
tyzmu. 
;,Europ«j«kI" Hotel pierwsz. Wilno.  
Przebudowany i odnowiony. Pokoje'od'70'ijop. do'7 rb. 
Kiesięozhie—ustępstwo. Elektrycz., wanny, powo- 
ly. Pierwsi. Rettauracja. Orkiestra podczas  
obiadów i kolacji. Obiady od 50 kop. do 1 rb. Gabinety. 
L I O A. 
—' Napad zbrojny. Dnia 21 lipca około 
-udz. :i po południu do majątku Podzi- 
twii dymisjonowanego generał-majora 
liowaj-skiego zjawiło się pięciu niezna- 
i:\c1l mężczyzn i jedna kobieta i  
zażądali od właścicieli pieniędzy na  
organizacje rewolucyjną, ale spotkali się z od- 
mową. Wtedy rabusie udali Się do  
rządcy, ji. Kolendo, od którego zażądali 1000 
iV. uToż-,jc w przeciwnym razie, że bę- 
) sierpnia. Wszystkie  
pisma wyjdą dziś we własnych drukarniach. 
Grabież. 
Ufa, 2 (15) sierpnia. Wczoraj  
wieczorem na 69-ej wiorście Kolei,  
uzbrojeni złoczyńcy zatrzymali pociąg JSfa 4, 
wrzucili przez okno wagonu pocztowego 
bombę, zabrali torby z pieniędzmi i  
zbiegli. Policja znalazła kilka torb w  
pobliskim lesie. 
Likwidacja. 
Jekatierinosław, 2 (15) sierpnia. Roz^
		

/0724.djvu

			J§fl-W&W*#W$W$%$. 
poczyna siij likwidacja zakładów Briań- 
kich. 
Napaść. 
Krasnojarsk, 2 (15) sierpnia. 6  
uzbrojonych rabusiów napadło na laborato- 
ijuni niiiiisterjum finansów, gdzie  
przetapiano zloLo.' Zraniony został jeden z 
i.liejali.stńw: złoczyńcy zbiegli i zlotu 
|juznstalo nienaruszone. 
Zabójstwo. 
Czyta, •> (io) sierpnia, W południe za- 
liiiy został strzałem rewolwerowym, w 
pobliżu swe^o mieszkania policmajster 
llorpieczenko. Zabójców ujęto. 
Wyrok. 
Odesa, 2 (15) sierpnia. Student  
uniwersytetu noworosyjskiego, Feldman,  
należący do partji rewolucyjnej, skazany 
został przez wojenny sąd okręgowy, za 
przechowywanie materjałów  
wybuchowa chiia 4 lata i 8 miesięcy ciężkich robót. 
Represje. 
Jamburg, 2 (15) sierpnia. Prezes  
powiatowego zarządu ziemskiego i 2  
członkowie usunięci zostali od swych  
obowiązków z rozporządzenia ministra spraw 
wewnętrznych za to, że zwracali się do 
ludności z radą niekorzystania z usług 
Banku włościańskiego przy nabywaniu 
gruntów prywatnych, a także za  
ogłoszenie decyzji zarządu ziemskiego,  
dotyczącej nieuczestniczenia w komisjach 
urządzeń ziemskich. 
Defraudacja. 
Kukana. 2 (15) sierpnia- W oddziale 
Banku państwa wykryto brak 130 tys. 
rb. Pomocnik kasjera zbiegł. 
Na Kaukazie. 
Tyflis, 2 (15) sierpnia. W odległośoi 
5 wiorst od Agdanu, 8 uzbrojonych  
tatarów ograbiło przejeżdżającego traktem 
Szusza—Jewłacfij specjalnego:  
^korespondenta petersburskiej  
.agencji"telegraficznej. Korespondent ratował-się  
.ucieczką i dwaj pasażerowie, . którzy razem 
z nim jechali omnibusem, zostali przez 
tatarów uprowadzeni i dalszy los ich nie 
jest znany. Bandy tatarów •teroryzują 
całą okolicę. 
"Według doniesienia generał-guberna- 
tora batumskiego, zas.trejkowała służba 
batumskich restauracji i hoteli.  
Żądania ich są ekonomiczne. Zapisani  
uprzednio organizatorzy strejku zostali  
aresztowani. Zastosowano wszelkie środki 
ku pokojowemu załatwieniu sprawy. 
Według doniesienia generał-guberna- 
tora erywańskiego, naczelnik powiatu 
szarurskiego komunikuje, że  
włościańskie gminy górskie zaprzysięgły na  
pokojowe życie w przyszłości i na dopo 
maganie władzom w tłumieniu zaburzeń. 
Złożył broń znany zbój, Bagir. W  
powiecie nastąpiło znaczne uspokojenie. 
Emigranci z Rosji. 
Berlin. 3 (16) sierpnia. Z Torunia  
komunikują, że z rozporządzenia ministra 
spraw wewnętrznych, zastosowano  
represyjne środki względem emigrantów 
z Rosji. Wychodźcy rosyjscy,  
przekraczający granicę bez wymaganych  
dokumentów, zostają oddani do rąk żan- 
darmerji. Emigranci powinni mieć na 
własność: dorośii 400 marek, dzieci—300, 
w razie przeciwnym będą odsyłani z  
powrotem clo swego kraju. 
Podróże monarsze. 
Kronberg, 2 (15) sierpnia. Król  
Edward i cesarz Wilhelm przybyli tu o 
godz. 6 i pół wieczorem. W zamku 
Friedrichshof odbył się obiad na 32 o- 
soby, a po obiedzie koncert. Po  
dzisiaj szem śniadaniu, cesarz i kr,61 pozor 
stawali 'wraz.-^'śekr^tarź^nY^stariu^©^-" 
sky;m; i posłem1 Łassęlśęm7, w ;c]'ągii,;po-"' 
dziriy na tarasie pałacowym;1 -t) ■■''.;in ' 
Berlin, 2 (ió):sierpnia..Cćisarz Wilhelm 
i król 'Edwardi odbyli żrańa: przejażdżkę 
do starożytnjego zamku1 'iKronhęrg;-'''Na 
życzenie króla,' obąjLmoriarchowie.zwie- 
dzili w ciągu dnia Salzburg i' Homfturg. 
Encyklika papieska. I' 
Paryża 2 (15) sierpnia. -Biskupiw-;Gró- 
rioble i Chalons, odczytali, w. .katedrach 
encyklikę papieską i nakłaniali wiernych 
do zrzeszenia, się, do uległości rozkazowi 
Papieża i przygotowywania się do  
przyszłej walki. '"' 
W Anchialos. 
Sofja, 2 (15)"  
sierpnia.'''Zakomunikowano w drodze urzędowej, że biskupa 
greckiego w Ahohialos znaleziono  
żywego w nawpół spalonym domu, w którym 
schronił się wraz z kilku greckimi  
notablami. Biskupa zaaresztowano, jako 
oskarżonego o pobudzanie greków do  
napaści na manifestantów. 
Katastrofa kolejowa. J; 
Antwerpja, 2 (15) sierpnia." W  
pobliżu stacji „yiendien" pociąg osobowy, 
dążący z Brukselli, najechał na pociąg 
towarowy i rozciął go na dwie części. 
Pięć wagonów rozbiło się w drzazgi. Jest 
kilku rannych. Komunikacja  
międzynarodowa nie uległa przerwie. 
(Od własnego korespondenta). 
Zakopane, 16 sierpnia. Wczoraj, pod 
przewodnictwem ordynata Adama  
Krasińskiego odbyło się tutaj doroczne  
zgromadzenie członków sanatorjum chorób 
piersiowych. 
Dyrektor Dłuski złożył sprawozdanie: 
rpkubiegły j|rzedstawia.się. bardzo.po- 
"inyśinie iw .śićulMci".Jeczenią;f:órąz frękr 
wehcji. DzięnniiBjijprzęciętaieibyłois73-.cn 
oćhorych. if-v:bH(śyuI d'jbiieiV/ ■■■■' tu U 
i'; !'iWprowadzbńbhówel'ważne'ulepszenia. 
-' Zgrómadzenre'Jiia'źięhM ayrekcji' absolu- 
''tprjum''^ 
', która'" podniosła, rzduini4jwający ^ .rozwój 
.zakładu, idziękii'iiachówej< działalności;o- 
boj ga Dłuskich; i Dalej' fcałatwi ono, sprawy 
-1 administracyjne,'' zaznacźohy' pottóęby ji 
; "ź^ócóno się:, dO^Ścnego -profesora".  
^Baranowskiego,; Wązj lekarzy iw.ąrśzaw^kich 
o dalsze popieranie .polskiego ;;żakładu, 
równego podobnym zagranicznym;  
•'Dalsze popieranie pfzyTzeczonó. HrV  
Krasiński ppdzięko.wął:i Dłusinm żą pracę . jiak 
skuteczną w'interesie chorych,,,Dłuski 
dziękował, Krasińskiemu za gorliwą ó- 
piekę sanatorjum. ' '--■/ --■ • ",' ' -, • ; 
:;ei,ŁŁBili 
Telegramy Eandłoiue Pet. Ag', ielegraf. 
Petersburg, dnia 3 sierpnia 1906 r. 
Nastrój giełdy.. 
z wartościami dywidendowemi mocno ożywiony 
„ papierami lókaćyjnemi' . . . ospały 
, premjówkami stały 
Londyn-3 mieś. . . . .' . .•'■ 94.10 
• „• czeki. . •'. • • .'95.— 
Berlin 3 mieś. •■.'.-. . :' .' . —— 
czeki. . ... . . '46.30 
Paryż 3 mieś. . . . . . . . —:—■ . 
czeki: . . . . 37.72'/» . 
Papiery lokacyjne. 
4% Renta państwowa . . . . . . . 71.'/*. 
5"/o Pożyczka wewn. 1905 iłem. . . (ż) "S5.J/2' 
?(°- . »;.-!"■•'■ 
%?la"li"' i,'!pafiśtwc 
5% Obligi skarbu Państwa. 
T5°/o:Premjówka 1 ein. 1S64 r 
?!°'^\"\. :?'m - Nlachecka)' 
jkf / :^u-.'Wąrt»6ci hypoteczn 
.4'/?%:;!0bŁ,:PBtersb. miejsk. Tow. Kr 
•.5°/oi; i j";» i •, Warszaw. 
,5%':.",lta Łódzkiego 
■ 5%. ,. •„,, Moskiewsk. » " " 
^ij/ao/o;list. zast. Wileńsk. Banku z 
Ą'l>°lo ;/»,: • » Kijowsk. 
^"/o rrr- ■* Moskiewsk. " " 
.*V*7o; «,!,-■.. Tulskiego " • 
/4Vi% »', .•:».. Charków. " " ' Tl 
.„i, Szacowania powyższe należy ń?iL, ~' 
«<3>., *«»•. notowania: żądano fubmi„e* 
oznaczać będziemy: pierwsze lit ti\* * 
przed'cyfrą'kursu. ' w arugie 
j, J. Spostrzeżenia 
stacji meteorologicznej przy 
szkole junkrów. 
. .: >.-. •!..;;.. Z dnia 3 sierpnia. 
Ciśnienie, barometryczno w mm 
' temperaturą' powietrza wedł. C: 
V'; '«)' średnia temperatura . 
'<•' V) maiimum 
ć)- minimum '. 
Chmurkość wędł. 10 st. syat. ] 
', Wilgotność powietrza: 
aj absolutna 
• 1>) stosunkowa 
o) wedł. hygrom 
.Kierunek i ,siła wiatru w m/see.: 
a) o 7-ej z rana . ..... 
b) o"'IŁej' w pol 
ć) o 9-e.l wiecz 
; Ilość] opadów, w min 
■Uwaga: T)ziś dzień pogodny, upalny 
7i;i'.\ >.'<;;;. '.Vi;: .7«a^-3.6vc| 
OBHBMMHiaBiHBHHHHaHBiHHMMil 
g J Przewrót w uprawie roli zrobiły 
'" GKYFY VM!MiGf 
Zwracam 
uwagę P.P. 
Nabywców, /r<, 
laby kupując "1 
tylko oryginalnych 
GRYFÓW VENTZKIEGO 
żadne bowiem kopje i nieudolne naśladownictwa nie wyka- W 
żują tej niedoścignionej pe-ecyzji, która zdobyła sła 
we, wyrobom Ventzkiego.. 
WYŁĄCZNY REPREZENTANT 
A 
ED GRODZKI 
w Warszawie, Senatorska 33. 
Zarząd miasta Wilna 
poszukuje w temże mieście lokalu do wynajęcia na zbiorowy z 224 
łóżek złożony lazaret dywizyjny następujących rozmiarów, a  
mianowicie: 
Sala dla chorych 
Pokój dla przyjęcia i oględzin chorych 
Pokój dla wanien 
Apteka z laboratorium i składem 
Szkoła dla uczniów felczerskich 
Cekhauz dla rzeczy szpitalnych ) 
Cekhauz dla odzieży chorych ) 
Kuchnia 
Skład 
Lodownia 
Pokój dla czynności anatomicznych 
i pogrzebowych 
Szopa dla dezynfekowania rzeczy 
Łaźnia z oddzia'em dla chorych zakaźnych s 
Pralnia z mieszkaniem dla praczek ; 62 „ „ 
Ustępy ' > 
Osoby, posiadające lokale dla celów powyższych, proszone są 
o złgaszanie się z ofertami do Zarządu miejskiego codziennie od  
godziny 10-ej z rana do 8 ej po poł., za wyjątkiem dni niebiurowych. 
3—859a—i 
Pensjonat dlii uczniów 
v ... : .7•->"•.■'■( Vi.:-'. % y.-suTi/z o-t,-: 
Pensjonat pod kierunkiem i Kamilli !tpofa'nowakeili'zap.isluo'zinic od 23;8iertini'aŁ 
i-, >!:)7;;efeząniiny!dlainpwtowstępujących:ii i^i^rześnAą.-Ukcje^go września 
;!h:Ih/;v 7/ | ;;-j,.!.i.x;.'m7; -{Mid -al t;,Iv) ■■> l>nU'rlh> 
rnaU •.:,■!. i i^>; uuwhi-.-iio-ui nisntii^.rj ^v,q -J.inUri 
Nad brzegami Boany i 
Narenty 1.50 
W Górach Olbrzymich . 1.20 
Obrazy Korsyki. . . . 1.50 
Na Lagunach .... 2 — 
W Pirenejach .... —60 
Listy z Sycylji ... ^ 1.65 
Odgłosy Szkocji. . . . 1.50 
W Tunisie i na Malcie . !.-■ 
30 k. 
25 k. 
30 k. 
40 k. 
15 k. 
35 k. 
30 k. 
20 k. 
, JEygBBiunta Cilogera 
Encyklopedja Staropolska 
ilustrowana • • 
4-ty w ozdobnej oprawie zamiast 15  
rubli dla prenumeratorów „Kurjera  
Litewskiego" tylko za R. 12. 
Czesława Jankowskiego: 
.^Powiat Oszmiański". 
Materjuly do dziejów ziemi i luttei. 
' ' Części cztery obejmujące: opisy  
miejscowo ści.(Boruny, Krewo, Hoiszany,Na- 
liboki,Geranony,Bqrejkowszczyzha eto), . 
monografie rodzin (Chreptowiczów,'Ko-*' 
ziellow, Abramowiczów, Ważynśkich Do-' 
rohostajskich, Sulistrówskićh,^ Umias'tow-i 
skich, Boźniaków etc);/wspomnienia hi-' 
storycznę: w,zwązku,!z,.dziejami b; Rże-" 
czypospplitęj, (1386,., 1794,,' 10I21'- etc V' 
obszerne wyjątki z''niedawnych W- 
miętnikow CKarczewskiegbj- Marszyckie- 
go; Gabrejeii z;.Ountherówi,.Puzyninv i 
■,W/olO .skorowidz, nazwisk, i'  
miejscowości. Liczne Uustracje..':tabliće gehea- 
logiczne^fakśymiiś; oraz mapy i ri uty 
Ugótem 935-stronie in auirtó. Cześć I— 
rb.3, ILH-rb..3v ril^rb, 2iav-rb i. 
Dla prenumeratorów „Kurjera Lite^i 
Do sprzedania zaraz tanio 
klacz wierzchowa 
pół krwi ang. importowana z Węgier, 
dwa ogiery 
trzyletnie, pełnej krwi, ang. zdatne do 
zaprzęgu i pod siodło. Pięć roczniaków 
i sześć sysunów pół krwi ang. Tamże 
do nabycia cztery klacze pól krwi, 
matki, chodzące w zaprzęgu Bliższe  
wiadomości: dominjum Mirowszczyzna  
poczta Diatłowo gub. Grodzieńska. 
2425 
Wilno, Dominikańska ulica, dom 
Kościoła Sw. Ducha N 4, vis-a-vis 
żeńskiego instytutu. 
SKŁAD i PRACOWNIA 
wyrobów rymarskich, siodlarskich 
i przyborów podróżnych. 324 
Ogłoszenia drobne. 
Erywi 
ańska i6,c VarszawKau 
Ceną rb. sześć. 
Prześyłkapócztowa^na^osżt jodbiorcy: 
Z niezależnych' przyczyn polak1—katolik 
sprzedaje' na bardzo dogodnych :warnii-' 
"" 'kaoh'w'całości, :lńb częściowo; . ' 
majątek ziemski 
W; gub.i mohylowsMej;Wj;pobHżu'i kolei źell 
,Moskjewsko-Brzeskiej, 44,.włóki .dobrej, 
. iZięmi, _ budynki: w 'porządku,' 'inwentarze,' 
'-nasięwki,"'ogród! owodówy,"Ipirk]'1 Ias'i' 
i. rzekW.aZnaćżna fczęśź (sumy: 'sprzedażnej 
;!może ;byB zostawiońąr na;j.,gfuncie^-fO, 
szczegóły zwracać, (|sięri pod I adresem:' 
Łódź,, gub.' Tiotrkó*ska;:.DMlna 3i:; aó"- 
j,i. jyyti , wdkat^Suszfyński, i -'W'i"4'< 
Vi -u .(ar-iaiiuó-fiiu;--niy.UL -nt u-au 
. cjonowany  
kantor .komisowy „Ruś", umieszcza  
nauczycielki, bony, gospodynie, kasjerki,  
ekspedientki, leśników, rządców,  
administratorów i t. p". Główny zarząd: Ros 
tów nad Donem, oddziały; Petersburg, 
Moskwa, Odesa, Kijów, Ekaterynodra, 
Libąwa i Łódź. 
fili 1-flfl września poszukuję ku- 
U« I JJU charza, kawalera,  
trzeźwego,' średniego wieku. Zgłaszać się: Sko- 
'pówka d. J6 3, m. J\& 6, od godz. 8-ej i' 
1-eji i od ę-ej do 8-ej __2216__ 
imnia panienki na mieszkanie 
_ JIIIUJC uczące się z  
całodziennym utrzymaniem, opieka troskliwa  
rozmowa francużka, taniej jak wszędzie, Mo- 
■stówa .AS 23, mieszkanie te 3. 2219__ 
przedaje się, powiatowe 
miasto Sokółka gub«n' 
Grodzieńskiej. __^S— 
[tain lekcje kroi ii, dlTosób intelige"- 
•**»JC tnych, podług najnowszej  
metody W 10 dni wyuczam kroju rozmaity0" 
staników, spodnie, wierzchniego ubrani*1! 
jak również i dziecinnych strojów. t'?" 
na za cały kurs nauki 5 rb. Przyjmuj1! 
od 11-ej do 2-ej oprócz dui śwlątetó- 
nych. Adres: Rosa (bankowe domy) »'" 
tebska 1, d. >e ai, m. 1. 5^ —50—1' 
Praufia nowa maszyna do .krajan'" 
r;l aWIG papieru „Siekacz" du ^Przt' 
dania za 115 rubli. Ś-to Michalski zaui 
jMs 6 introligatora i a. -J' 
ylUUClIl ryczno-filozoficzny pu»z" 
kuje lekcji na cały rok szkolny. Vu{ffi 
(Połangen) d. Lachowicza. Juljiisz Ji'1- 
ski. ---L- 
Rnr7olQnu Kawaler, lat 30,,'«* 
MUrZCidliy cy chlubne świadectw,'. 
poszukuje posady. Adres: Mejszagi'"1 
gub. Wileńskiej, Plikiszki Jul.jan MHj"' 
łajdn. 22-' . 
"się tartak parowy i "• 
sił) z całym komplewm 
Sprzedaje 
;maszyn, mało używany, w zupełnie 
brym stanie; Poczta Poniemnniek liim 
wo-Rom. kol, żel. maj. Szakale O. K"Ł 
■kowski.' ' i2-126a-l 
PreJt HdjSDp^ Nowickiego w "pilnie,